NA CZASIE
    Musisz zainstalować Jetpack plugin i włączyć "Statystyki".

– Ty, widziałeś w czym grał Charles Barkley?
– eeeeee, nie obchodzi mnie to, dla mnie wymarzone buciory to Air Jordan XII, może mają w Berlinie?
– nie wiem, najlepiej to chyba do USA jechać.

Mniej więcej w taki sposób rozmawiała koszykarska młodzież jeszcze kilka lat temu. Dokładnie w taki sposób rozmawiali z sobą kilkanaście lat temu dwaj młodzi koszykarze – Przemek Bieliński i Bartek Sarzało, którzy kilka lat później przewrócili rynek obuwia koszykarskiego do góry nogami.

„Gdy byłem jeszcze aktywnym zawodnikiem miałem olbrzymi problem ze znalezieniem butów do gry. Takie firmy, jak Nike czy Adidas rzadko gościły na półkach polskich sklepów w wersjach koszykarskich. Czasami pomiędzy biegówkami udawało mi się znaleźć 2-3 modele koszykarskie, ale i tak w małych rozmiarach. Nie noszę dużych butów, jak na koszykarza – 47,5 EUR, a i tak miałem z tym problem” – mówi Przemek
Bartek wspomina: „Pamiętam, jak kiedyś pojechaliśmy na kadrę kadetów. W latach 90-tych partnerem technicznym PZKosz była firma Nike. Na pierwszym zgrupowaniu reprezentacji otrzymałem jedne z pierwszych prawdziwych butów do koszykówki. Do dziś pamiętam bandę 13-latków wychodzących z małego kantorka, każdy z uśmiechem od ucha do ucha, bo własnie otrzymał firmowy sprzęt do gry. Ciężko dziś w to uwierzyć, ale w otrzymanych wtedy butach grałem następne 2 sezony. Po jednym z sezonów wybrałem się na kilka dni z Krzysiem Szubargą do Nowego Jorku. To, co tam zobaczyłem przerosło moje oczekiwania. Każdy z nas wrócił zaopatrzony w obuwie potrzebne do gry na 2 następne lata. Gdybym wtedy pomyślał, że kiedyś będę mógł zobaczyć w Polsce ścianę od podłogi do sufitu zawaloną butami do kosza, puknąłbym się w czoło.”
„Po zakończeniu kariery sportowej przez ponad rok pracowałem zagranicą. Bardzo brakowało mi basketu, pod każda postacią. I zacząłem rozmyślać. Nie wytrzymałem długo w Irlandii, spakowałem się, wróciłem, zacząłem pracę trenerską z młodzieżą i rozpoczęliśmy z Bartkiem planować coś, co okazało się niezmiernie trudne do zrealizowania. Chcieliśmy otworzyć internetowy sklep koszykarski, na wzór tych z USA.” – mówi Bieliński

„Pamiętam, że dość wcześnie nadszedł czas w mojej karierze sportowej, gdy uświadomiłem sobie, że nie będę zawodnikiem, jakim zawsze chciałem być. Wtedy właśnie Przemek wracał z Irlandii. Pomysłów na naszą współpracę mieliśmy wiele.  Niektóre były bardzo obiecujące i gwarantowały zyski, jednak podjęliśmy się zadania trudniejszego. Obaj wiedzieliśmy, że ta branża może nam przynieść dużo więcej satysfakcji z wykonanej pracy. Może to się wydać naiwne, ale nazwę sklepu mieliśmy gotową długo przed realizacją pomysłu. Wymyślanie nazwy trwało dosłownie 5-10 sek. Przemek pewnego dnia rzucił do mnie:
– Ej, a może Basketmania?
– No i super!!! – odpowiedziałem,
………no to nazwę już mieliśmy – śmiejąc się opowiada Sarzało.

Dalej mówi Przemek – „Najtrudniejsze było znalezienie dostawców. Znaliśmy dokładnie polski rynek, nie musieliśmy nawet go prześwietlać, po prostu byliśmy wtedy klientami naszej przyszłej konkurencji. Branża typowo koszykarska nie istniała. Na rynku istniały sklepy zajmujące się sprzedażą obuwia piłkarskiego, biegowego, obuwia na co dzień i gdzieś przy okazji sprzedawały to, czego od 10 tego roku życia tak namiętnie szukaliśmy- koszykówki. Oczywiście pierwszym krokiem był kontakt z polskimi przedstawicielstwami największych firm z branży. Podczas każdej rozmowy pytano o sklep stacjonarny – W jakim mieście?, Jaka powierzchnia?, Lokalizacja?. Kiedy przechodziliśmy do naszych planów prowadzenia sprzedaży tylko przez internet, głos w słuchawce stawał się mniej przychylny. Gdy rozpoczynaliśmy temat sprzedaży jedynie asortymentu Basketball – rozmowa się po prostu kończyła.” – krzywiąc się opowiada Przemysław Bieliński, i dodaje – „Po tłustych latach 90-tych koszykówka w naszym kraju zaczęła słabnąć, ciężko było ją obejrzeć w telewizji. Poruszaliśmy się trochę „pod prąd” – nikt nie chciał uwierzyć, że basket w Polsce może się sprzedać. Jednak po pierwszych niepowodzeniach próbowaliśmy dalej – i w Polsce, i zagranicą. Pewnego dnia udało się. Zaufała nam firma Nike.”

Bartek opowiada dalej – „Pierwsze spotkanie w Nike pamiętam jak dziś. Kilka osób w dużym showroom’ie w biurowcu w Warszawie, grupa osób, która chciała nam dać szansę, jednak patrzyła na nasze przedsięwzięcie z dużym przymrużeniem oka. Przedstawiono nam naszego opiekuna handlowego. Okazało się, że jest to gość, którego znaliśmy z boiska. Była to chyba pierwsza osoba na naszej drodze, z którą znaleźliśmy wspólny język. Z Warszawy wracaliśmy z nadzieją, że Paweł ma podobną wizję i wie, co chcemy osiągnąć. Tu wtrąca się Przemek – „I miał! Pierwsze kartony z butami przyjechały do nas we wrześniu 2009 r. Magazyn znajdował się w moim pokoju. Regały ustawione były wokół łożka. Na górze buty, na dole odzież. Odzież była zapakowana w śliskie woreczki, które często ześlizgiwały się na podłogę, usadowiłem je poniżej poziomy łóżka. Nie chciałem, żeby spadały mi w nocy na twarz, jak śpię. Było to rozsądne rozwiązanie, jednak gdy pewnej nocy spadł mi na twarz karton z butami rozmiar 15 US to miałem dość” – śmieje się Przemek.

„Przez pierwszy miesiąc sprzedawaliśmy głównie zawodowym koszykarzom. Pamiętam jak na mecze wyjazdowe zabierałem po 3-4 pary obuwia. Gdy wsiadałem do autobusu zawalony kartonami, chłopaki się ze mnie śmiali, że jestem Azjatą ze stadionu 10-lecia dodatkowo prowadzącym sprzedaż obwoźną. Pod koniec października ruszyła strona – basketmania.com.pl. Na domenie basketmania.pl znajdowało się wtedy forum koszykówki kobiet i dopiero dwóch latach udało na się wynegocjować odpowiednie warunki z ówczesnym właścicielem domeny, który zamykał swoje forum. Sprzedaż rosła. Po 2 miesiącach zabrakło miejsca w pokoju Przemka, musieliśmy się „wprowadzić” do pokoju jego brata, którego w tym czasie nie było w Polsce. Po 4 miesiącach byliśmy już w pokoju drugiego brata a po 6-ciu również na korytarzu” – mówi Bartek.

Bieliński wtrąca – „Bartek, jeszcze grając w dalekim Jarosławiu tworzył opisy produktów, artykuły reklamowe, zajmował się sprawami formalnymi i księgowymi. Ja zajmowałem się wysyłką, obsługą klienta i marketingiem. Codziennie podjeżdżałem pod tą samą placówkę pocztową, stałem w tej samej kolejce.  Panie obsługujące wysyłki spoglądały na mnie z co raz większą niechęcią, gdy stawałem przed okienkiem z kartonami. Najbardziej dołujące były przerwy technologiczne. Jak trafiłem na taką, np z powodu zbyt długiej kolejki, półtorej godziny miałem z głowy. Po pół roku Basketmania była już w rozpoznawalna w środowisku koszykarskim, byliśmy w końcu pierwszym takim sklepem w naszym kraju, a nasz asortyment poszerzał się. Wtedy nadszedł moment, gdy większe firmy, zajmujące się sprzedażą obuwia sportowego od dłuższego czasu, zaczęły „gdzieś z boku” stawiać również sklepy koszykarskie.”

Sarzało na to: „Dziś – po 5ciu latach – funkcjonujemy już zupełnie inaczej. Zatrudniamy sprawną, przeszkoloną ekipę. Każdy ma skrupulatnie wydzielone zadania i jest specjalistą w swojej dziedzinie. Towar wysyłamy za pośrednictwem firm kurierskich z przygotowanego do tego magazynu, posiadamy własna markę odzieżową, sklep stacjonarny, a także organizujemy duży turniej koszykówki ulicznej, a także wspieramy wiele rożnych eventów i ludzi związanych z koszykówką.”

Przemek Bieliński dodaje – „Dokładnie, w pewnym sensie spełniliśmy swoje marzenie. Jestem jednak pewien, że jesteśmy na początku naszej drogi. Pomysłów na rozwój naszej działalności mamy mnóstwo, jeśli uda nam się spełnić choćby część z nich będziemy zadowoleni. Dla mnie najważniejszy jest jednak podstawowy fakt, który odróżnia nas od konkurencji. Wciąż – po pięciu latach funkcjonowania sklepu – w specjalnych sytuacjach, choćby w okresie urlopowym lub gdy ktoś z naszej ekipy jest na zwolnieniu lekarskim, z przyjemnością obsługujemy z Bartkiem naszą infolinię. Co najważniejsze, wciąż wiemy jak doradzić klientowi. Jest to zwyczajnie nasza pasja, a podejście do klienta jest tym, co w naszej firmie jest traktowane absolutnie priorytetowo.”

„Właśnie. Z wielką satysfakcją obsługujemy naszych klientów, szczególnie tych najmłodszych. W końcu kiedyś byliśmy jak oni. Również szukaliśmy obuwia koszykarskiego na jutrzejszy trening. Tyle, że oni mają dużo większe możliwości. Nieskromnie przyznam, że mieliśmy duży wpływ na stworzenie ich tym dzieciakom. Minęło pół dekady a my nie jesteśmy przedsiębiorstwem, jednak rozwijamy się krok po kroku. Dla nas najważniejsze jest jednak to, że wciąż nazwa naszego sklepu oznacza to samo, co 5 lat temu. Wciąż zajmujemy się jedynie koszykówką! ” – kończy Bartek Sarzało

Dziś sklep koszykarski Basketmania.pl obchodzi swoje piąte urodziny. Nie jesteśmy odosobnieni w swojej opinii twierdząc, że było to pierwsze miejsce w naszym kraju, w którym każdy koszykarz mógł znaleźć odpowiednie buty dla siebie. Dziękujemy wszystkim przyjaciołom, partnerom, ale przede wszystkim klientom za minione 5 lat. To dzięki Wam asortyment sklepu staje się coraz szerszy, a my stajemy się bardziej przyjaźni dla klienta i profesjonalni tylko dlatego, że uczymy się od Was.

Przemek Bieliński i Bartosz Sarzało
Basketmania.pl

Mamy Specjalną niespodziankę dla wszystkich czytelników naszego bloga!!

Jest to kod rabatowy -12% na CAŁY asortyment + wysyłka GRATIS!

treść kodu: „blog-12”

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany