NA CZASIE
    Musisz zainstalować Jetpack plugin i włączyć "Statystyki".

Wczoraj, krótko przed północą poznaliśmy czwartego finalistę tegorocznych NBA Playoffs. Po zaciętej, wyrównanej (czego dowodem były aż dwie dogrywki w serii) walce z Miami to Toronto zmierzy się w finale konferencji wschodniej z Cleveland Cavaliers, którzy wymietli Atlantę nie tracąc do tej pory ani jednego spotkania.

Miami w nieco odchudzonym składzie po kontuzji Chrisa Bosha i Hassana Whiteside’a dostali w manto na tablicach. Heat nie mieli po prostu recepty na świetną dyspozycję Bismacka Biyombo z ekipy Raptors, który wykręcił wczorajszego wieczoru solidne double-double z 16 zbiórkami. Kanadyjskich kibiców powinien cieszyć także fakt, że swoją robotę odrobili w końcu duet Lowry-DeRozan trafiając razem postseason-high w postaci 63 oczek.

Tegoroczny trip Raptors do finałów konferencji to pierwszy w historii organizacji z pod znaku dinozaura. Do tej pory awansowali jedynie do drugiej rundy w sezonie 2000/01, gdy w składzie był Vince Carter.

ECF

„Cięzka praca popłaca.” – tak podsumował swój występ Kyle Lowry, który wczorajszej nocy dostarczył ekipie 35 punktów, 9 asyst i 7 zbiórek. „To efekt poświęcenia dla koszykówki, dla mnie i dla samej organizacji Raptors. Za każdym razem, gdy wychodzę na parkiet daje z siebie 100%” – dodał. Lowry podłamany porażką w pierwszym spotkaniu z Heat został dłużej popracować nad rzutem, cała sytuacja została udokumentowana przez wiele portali internetowych.

Gracze Raptors i head-coach Dwane Casey dobrze wiedzą, że czeka ich ciężka przeprawa w dalszej części rywalizacji. W serii z Hawks Kawalerzyści trafili aż 77 trójek i będą ciężkim rywalem głównie ze względu na obronę Raptors, która zdecydowanie woli bronić w pomalowanym.

Porównując zmagania w sezonie regularnym trochę lepiej prezentują się Raptors z przewagą 2-1. Kanadyjski zespół w dotychczasowych trzech rozegranych spotkaniach przeciwko Cavs rzucał z 50% skutecznością z gry, co okazało się kluczem do zwycięstwa.

Powstaje jednak pytanie… Czy Toronto poradzi sobie z presją, która leży na ich barkach? Bilans z sezonu regularnego powinien dodać im trochę pewności siebie, ale z poprzednich rund wynika, że niekoniecznie sprzyja to liderom: Lowry’emu i DeRozanowi. Obaj gotowi jednak zostawić na parkiecie wszystko, by ich zespół awansował do Finałów NBA.

Cavs zwyciężą jeśli

+ podtrzymają świetną skuteczność zza łuku (dotychczas 46% po dwóch rundach);
+ unikną kontuzji;
+ uda im się wygrać pojedynek na tablicach;
+ LeBron James i Kyrie Irving dadzą drużynie przynajmniej 50 punktów

Raptors zwyciężą jeśli

+ DeRozan i Lowry uniesieni awansem będą w dalszym ciągu prezentować poziom All-Star;
+ Bismack Biyombo zdominuje strefę podkoszową pod nieobecność Valenciunasa;
+ ktoś z trójki rezerwowych: Joseph, Ross, Powell weźmie ciężar gry na siebie, kiedy DeMar Carroll będzie biegał za Jamesem;

WCF

To, że Golden State znajdą się przynajmniej w finałach konferencji wiedzieliśmy odkąd koszykarze z Oakland wyśrubowali kosmiczny rekord 73-9. Tylko kontuzje Curry’ego, przypadek lub Cavs trafiający ponad 20 trójek w meczu będą mogli zagrozić tegorocznym obrońcom tytułu.

Ku zdziwieniu wszystkich nawet pod nieobecność swojego lidera, Warriors byli w stanie poradzić sobie z zupełnie nie zainteresowanymi grą Houston Rockets i walczących o swoje Portland. Obie rundy zostały wysłane na ryby w pięciu spotkaniach. Prognozy na finały są raczej pozytywne, ale kolejne zwycięstwa będą przychodzić coraz trudniej. Na horyzoncie nadchodząca burza w postaci Wściekłego Westbrooka i głodnego tytułu MVP Finałów – Kevina Duranta.

Teoretycznie Warriors powinni mieć trochę więcej zaoszczędzonych sił, bo rozegrali jedno spotkanie mniej, ale akumulatory to nie wszystko. Liczy się także rytm meczowy, który często pozwala „odpalić się” zawodnikom po sukcesie bądź dobrym poprzednim występie. Różnicę może zrobić niejaki Andre Roberson. W starciu przeciwko Spurs świetnie sprawdzał się w roli shootera wchodząc na zmianę z Dionem Waitersem odwalającym kawał dobrej roboty w obronie.

Thunder są w pełni zdrowi pierwszy raz od Finałów z roku 2012 i mają wszelkie potrzebne narzędzia, aby napsuć krwi obrońcom tytułu. Jednak dopóki Warriors mają Curry’ego wydaje się, że nic ani nikt ich nie zatrzyma w operacji back-to-back.

Warriors zwyciężą jeśli

+ MVP Steph Curry nie odniesie żadnej kontuzji;
+ Klay Thompson podtrzyma poziom prezentowany w serii z Portland;
+ small-ball Warriors sprawdzi się przy wysokim ustawieniu OKC

Thunder zwyciężą jeśli

+ poprawią trochę skuteczność w czwartych kwartach;
+ odpowiednio połączą duet podkoszowych Adams-Kanter;
+ Westbrook będzie tak gorący, jak w Game 4. przeciwko Spurs;
+ zmniejszą liczbę strat;
+ poradzą sobie jakoś z odcinaniem Curry’ego i Thompsona od sytuacji rzutowych

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany