NA CZASIE
    Musisz zainstalować Jetpack plugin i włączyć "Statystyki".

Każdy ma swój unikalny sposób na obrońcę. Grając w najlepszej lidze świata mierzysz się z najlepszymi. Zależnie od gracza i jego mocnych stron podczas sezonu zawsze trafisz na gościa, który jest dobry w punktowaniu, bronieniu, podawaniu albo… zawracaniu tyłka. Jak najlepsze czasy w lidze wspomina Nazr Mohammed? Który z graczy był najtrudniejszy do upilnowania?

Jeśli bronisz, jedynym wyjściem jest podwojenie albo zmuszenie rywala do błędu, wyprowadzenie go z równowagi. Zawsze wierzyłem w analizę przeciwnika. Oglądanie go na taśmach przed meczem pozwalało mi na znajdowanie jego słabszych stron i wykorzystanie ich przeciwko niemu podczas spotkania.

Są jednak w lidze tacy gracze, że żadne przygotowanie Ci nie pomoże. Jedynym sposobem na ich zatrzymanie są modlitwy, że akurat dzisiejszy dzień będzie ich słabszym występem…

Przez moje 18 lat kariery naliczyłem wielu graczy z wielkim talentem. Z mojego punktu widzenia są oni nie do zatrzymania.

shaq

1. Shaquille O’Neal

Poranek po spotkaniu z Shaqiem wygląda tak, jakbyś całą noc bił się na ringu. Do tego w wadze ciężkiej… Ból zaczyna się w głowie, a kończy na małym palcu u nogi.

Nie będzie zaskoczeniem jeśli powiem, że Shaq był największym dominatorem, jakiego przyszło mi kryć. Jest klasą samą w sobie. Był tego rodzaju graczem, który budził pytania w trakcie meczu, „Jak go do cholery zatrzymać?” Albo chociaż zwolnić, bo zatrzymanie Shaqa graniczyło z cudem.

Gdy pojedynkowaliśmy się z Lakers zaczynałem rutynę treningową nieco wcześniej, żeby przygotować swoje ciało na spotkanie ze 145 kilogramowym potworem.

Kiedy Shaq był młodszy drużyny podwajały go, aby wymusić podanie. Problem w tym, że skurczybyk był dobrym podającym. Zostało wtedy po prostu go sfaulować i posłać jego wielkie cielsko na linię rzutów wolnych. Jeśli mam być z Wami szczery, Shaq był notorycznie faulowany podczas całej swojej kariery. Jedynym sposobem, by nie trafił było pchnięcie go albo przytrzymanie, co równa się faulowi. Obrońcy karali go tym za to, że był od nich o wiele silniejszy.

Sędziowie? Traktowali mecze z Shaqiem ulgowo. Po prostu musieli inaczej gwizdać, bo w innym wypadku jego przeciwnik musiałby zejść za faule już w drugiej kwarcie. Dobrym występem defensywnym przeciwko O’Nealowi można było nazwać wieczór, gdy ograniczyło się Diesela do 20 punktów i 10 zbiórek…

wallace

2. Rasheed Wallace

Rasheed był niedoceniany. Miał niebywałą łatwość w ruchach i skuteczność z każdego miejsca na parkiecie. Nie dało się wymagać więcej od gracza typu inside-out. Mógł rzucić Ci trójkę z przed nosa lewą lub prawą ręką, albo zaprosić do zabawy pod tablicą.

Grałem przeciwko i razem z Sheedem, więc mam odmienny punkt widzenia na jego grę.

Jako przeciwnik jest niezmiernie trudny do zatrzymania z powodu wysokiego rzutu, którego praktycznie nie da się zablokować. Do perfekcji opanował też zagranie zwane przeze mnie „Wysoki Tyłeczek Plecami Do Kosza”.

Plecami do kosza za dużo nie zdziałasz. Większość defensorów lubi przytrzymać łokieć w okolicy lędźwiowej przeciwnika, ale Rasheed zgina się w plecach podczas low-postu. To stawia Cię w dziwnej sytuacji, bo nie wiesz, co zrobić z ręką, a trzeba skupić się też na balansie. Z jego rzutem obraca się w jedną stronę, rzuca, a Ty musisz wznawiać grę spod kosza.

Najgorzej, jeśli ktoś wkurzył Sheeda. Wtedy nawet Shaq by go nie zatrzymał. Trzeba było liczyć na sędziów. Wkurzony i skupiony Rasheed Wallace oznacza „kosz”. Shaq był taki sam. Z tymi wielkoludami lepiej się nie szczypać.

Wielu fanów znało ciemną stronę „Wkurzonego Rasheeda”. Niektórzy nawet przyczepiali mu ją na siłę stawiając go w ciemniejszym świetle, niż resztę ekipy. Wielu twierdziło, że Wallace ma słabą głowę głównie z powodu częstych fauli technicznych. Koledzy z drużyny go uwielbiali, bo miał świetne poczucie humoru poza parkietem.

Po tym, jak po raz pierwszy dołączyłem do Detroit znałem Sheeda. Nie spędzaliśmy ze sobą może za wiele czasu, ale zawsze mieliśmy do siebie szacunek.

Pamiętam dzień, gdy Rasheed urządził imprezę sylwestrową. To wtedy poznaliśmy jego prawdziwą twarz. Przez wszystkie lata, gdy występowałem w NBA odwiedziłem masę domów graczy przy różnych okazjach, ale Rasheed Wallace dbał o wszystko i wszystkich, którzy zgromadzili się wtedy w jego domu. Był jednocześnie barmanem, kelnerem, dbał o ciuchy na zmianę. Chciał, aby każdy czuł się u niego, jak u siebie w domu.

Kiedy wchodził na parkiet pokazywał swoją drugą twarz. To tak, jakby koszykówka była jego alter ego. W sposób, w jaki korzystał z gry w koszykówkę i ten, w jaki prowadził życie różniły się od siebie, ale zarówno w życiu prywatnym, jak i sportowym radził sobie dobrze.

nowitzki3. Dirk Nowitzki

Jeśli miałbym określić, jak to jest kryć Dirka Nowitzkiego bez namysłu odpowiedziałbym: „Frustrujące”.

Gdy spoglądasz na Nowitzkiego – nawet kiedy był młodszy, na pierwszy rzut oka nie zauważysz szybkości, atlety, czy siłacza. Nie można jednak zapominać o jakości, którą prezentuje Dirk. Kombinacja umiejętności, balansu i nienagannego rzutu jest już z nami od blisko 20 lat w lidze.

Żeby lepiej zrozumieć ten fenomen spójrzcie na trening przedmeczowy Dirka. Nigdy nie widziałem gościa tej wielkości, który obróciłby się na jednej nodze przed oddaniem rzutu. Wtedy poznałem Nowitzkiego. Tego typu zagranie było na początku kwestionowane przez trenerów, bo większość tradycyjnych podkoszowych wykorzystuje swoje gabaryty, aby dostać się pod kosz, a nie uciekać od niego. Dirk wymyślił inny sposób na zdobywanie oczek, który okazał się idealnym rozwiązaniem dla jego umiejętności.

W lidze aż roi się od gości, którzy przyszli do NBA z łatką, że są kolejnym Dirkiem Nowitzkim. Drużyny też podczas draftu szukają tak dobrze technicznie ułożonego big mena. Jedynym problemem w tym, że nikt oprócz samego Dirka nie jest połączeniem wysokiego podkoszowego z techniką rzucającego obrońcy. Jego praca nóg, ruchy – nigdy nie mogłeś przygotować się na to, co zaprezentuje na parkiecie.

Wszyscy wiemy, że jest do dziś jednym z najlepiej rzucających podkoszowych. Wystarczy mu milimetr miejsca, aby odpalił trójkę dającą zwycięstwo. Większość graczy, których kryłem stosuje różne dynamiczne zmiany kierunków, aby pozbyć się obrońcy. Inaczej jest w przypadku Nowitzkiego. On po prostu czeka na Ciebie, żeby przykleić się i oddać rzut z odchylenia. Kilka piwotów, fake’ów i w końcu ma drogę do kosza. Nawet perfekcyjna defensywa nie daje rady.

Statystyka bronionych rzutów Dirka mówi sama za siebie. To tak, jakby obrońca był przed nim, ale on go nie widział. Czeka na Ciebie, a gdy już Cię zobaczy i poczuje wie, jakiego zagrania użyć, aby trafić do siatki.

Sposobem na zatrzymanie go jest pomoc sędziów. Trochę mocniejsza gra pozwoli wytrącić go z ruchu, ale zdarza się też, że sędzie gwiżdże faul. Wtedy możesz doliczyć do konta Mavericks dwa punkty, bo w przeciwieństwie do Shaqa, Nowitzki nie powoli sobie na zmarnowanie rzutów wolnych. Jedynym śmiałkiem, który dawał radę przeciwko Niemcowi był Bruce Bowen. A kiedy ja switchowałem na Dirka zawsze myślałem sobie: „Cholera!”

yao4. Yao Ming

Gdy młody gracz wchodzi do NBA, a media krzyczą o tym jeszcze kilka miesięcy przed cała liga bacznie obserwuje, czy gość ma to coś. Każdy, kto stwarza hype musi się liczyć z tym, że jego przeciwnik da z siebie wszystko, by go pogrążyć.

Gdy Yao wchodził do ligi wszyscy zacierali ręce. Ja byłem strasznie nakręcony, że będę mógł przeciwko niemu grać. Mówie Wam, wstaje się rano po to, by grać z takimi ludźmi.

Podczas Bożego Narodzenia usiadłem przed telewizorem by obejrzeć pojedynek Rakiet z Lakers ogłoszony pierwszą bitwą Yao z Shaqiem. Jak większość ludzi tamtego dnia pomyślałem sobie: „Kurcze, ten gość rzeczywiście potrafi grać.” Z reguły ludzie tej wielkości nie ruszają się tak, jak on to robił.

Naturalnym jest podwajanie w takich przypadkach. Ale Yao podobnie, jak Shaq świetnie podawał i znajdował kolegę z drużyny zaraz po tym, jak nadchodziła pomoc. Dosłownie wyprzedzał podwojenia.

Najlepszym rozwiązaniem była po prostu fizyczna walka, ale jego ciało od pasa w dół było nie do ruszenia… Zapuszczał korzenie pod koszem i nie miał ochoty na jakikolwiek nieplanowany ruch. To był zaledwie początek, bo Yao ciągle się rozwijał. Gdy z początku bał się kontaktu pod koszem potem zrozumiał swoją wielką siłę i zaczął ją wykorzystywać przeciwko nam – przeciwnikom.

Jego gra podkoszowa była świetna. Odwracał się twarzą do Ciebie, trafiał jumpera, a także miał nienaganną technikę hook’a. Lewa ręka, czy prawa – nie robiło mu to zbyt dużej różnicy, a wiadomo co oznacza hak przy takim wzroście. Problemy. Dzięki Bogu Ming nie potrafił rzucać za trzy! To nie zmieniało faktu, że koleś potrafił rzucać. Wpadało często, bardzo często, a rzut dało się zablokować jedynie będąc za nim. Podobnie, jak w przypadku Shaqa sędziowie nie gwizdali każdego popełnionego faulu, bo inaczej trzeba by było kończyć spotkanie przed czasem.

Niesamowity talent. Szkoda, że tak krótko występował z powodu kontuzji. Zdominowałby erę.

duncan5. Tim Duncan

W większości przypadków gracz podkoszowy jest przewidywalny. Mają jeden ruch i do tego może dwa-trzy dodatkowe rozwiązania.

Gdy byłem jeszcze w Spurs, wszyscy wysocy mieli po treningu dodatkową rundę określaną nazwą „Powtórz za liderem”. Wyglądało to tak, że jeden z graczy był liderem i pokazywał reszcie, co mają zrobić. Ta sama liczba dryblingów, ta sama praca nóg, ten sam rzut. Z reguły przewodził Tim, a oglądanie go w akcji na treningu pozwala docenić go, jako lidera. Wykonywaliśmy to ćwiczenie przez 15-20 minut, a Tim nigdy nie powtarzał tego samego zagrania dwa razy.

Kiedy go kryjesz ma pomysł na zagranie, potem inne wyjście, plan B i do tego innych 50 wyjść jeśli pierwsze trzy nie zadziałają… Timmy był też mścicielem, ale bez emocji. Potrafił wykorzystać zagranie, które w zeszłej akcji mu się nie udało tak, aby dodatkowo Cię ośmieszyć. Duncan to świetny przykład talentu, umiejętności i etyki pracy.

Nawet jeśli zaliczano go do grona najlepszych w historii koszykówki on dalej się rozwijał. Gdy wchodził do ligi nie był znany z „bank shota”. Dopiero później go opatentował i wyćwiczył do perfekcji. Odwracał się, robił zwód nogą, zmierzył Cię i rzucał z rogu umieszczając piłkę idealnie od tablicy w siatce.

Low post był dla niego biurem, a warsztat koszykarski pozwalał wykonywać swoją robotę. Miał niebywale długie ręce i duże dłonie.

Jeśli chciał to w przyszłości mógłby być fantastycznym coachem. Niektórzy nie potrafią uczyć innych choć sami nauczyli się wiele. Tim to naturalny nauczyciel dzielący się wszystkim z tymi, którzy są w drużynie. Mógłby zrobić coś niesamowitego na treningu i podejść do Ciebie opowiadając, jak to zrobił. Czego więcej chcieć od kolegi z drużyny? Czego więcej pragnąć od lidera?

kg6. Kevin Garnett

Kevin i Tim Duncan byli yin and yang mojej ery w NBA. W niektórych aspektach Garnett do złudzenia przypominał Duncana, ale w tym bardziej diabelskim wydaniu. Niby podobni, niby różni od siebie.

Oboje mieli mentalność zwycięzcy i znaczyli wiele dla swoich ekip. Tim był bardziej zrównoważoną osobą i taki sam sposób gry prezentowali Spurs. KG to koszykarskie uosobienie zła z toną swagu. Oboje mieli swoje rytuały przed meczem, a to, co działo się z pod ich rąk na parkiecie nie było dziełem przypadku. Ich dominacja była kulminacją ciężkiej, mozolnej pracy.

Pierwszy raz spotkałem KG w szkole średniej. Był takim samym chłopakiem, jak przez resztę swojej kariery. Długi, atletyczny, uosobiony killer z energią, która pozwalała mu dominować na obu końcach boiska.

Garnett to kolejny przykład wysokiego release’u, niebywałej kombinacji wzrostu i atletyzmu. Jeśli mierzyłeś się z nim na low-poście nie było opcji zablokowania jego rzutu. Półdystans nadrobił dopiero w NBA, ale potem stała się to jego główna broń. Ortodoksyjna pozycja rzutu zawsze dawała mu więcej miejsca względem obrońcy.

W przypadku KG fizyczne narzędzia to nie wszystko. Jego pasja do gry była unikalna. Wyglądał, jak opętany, gdy biegał po boisku. Jeszcze większą trudność sprawiał jego trash-talk. KG mógł ośmieszyć Cię zagraniami na boisku, ale miał też gadanego. W jego przypadku to jak dodatkowy zwód.

Słowa w połączeniu z takimi umiejętnościami zostawiają ślad nawet na najlepiej zorganizowanej drużynie. Zawodnicy mogą próbować być bardziej fizycznymi, ale frustracja powoduje tylko dodatkowe faule.

Jego pożegnanie z ligą to koniec kolejnej ery centrów, którzy zmienili grę.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany