NA CZASIE
    Musisz zainstalować Jetpack plugin i włączyć "Statystyki".

Jesteśmy po pierwszej kolejce nowego sezonu NBA! Tak, to nie prima primaaprilisowy żart. Udało nam się wytrzymać preseason, więc czas na podsumowanie pierwszych spotkań.

Zawodnicy, zarząd, trenerzy oraz właściciele Cavs odebrali swoje 6.5 karatowe pierścienie mistrzowskie, a LeBron robi dalej swoje. Tworzy historię. Triple-double w pierwszym meczu przeciwko Knicks pokazuje tylko, jak głodny tytułu jest King James. To chyba ten 14 karatowy, złoty diament z pierścienia go tak zmotywował.

W tym roku hasłem przewodnim Cavs ma być „Repeat”, czyli „powtórzyć”. Chodzi tu rzecz jasna o tytuł mistrzowski, który jest priorytetem w tym sezonie. Wracajmy do tego, co działo się w Oakland.

San Antonio Spurs – Golden State Warriors 129:100
Zaczynamy od pojedynku Golden State ze staruszkami z San Antonio Spurs. Finaliści zeszłych playoffs polegli we własnej hali zapowiadając wcześniej wspaniałe rozpoczęcie sezonu. W zamian dostali lanie 129-100 w nocy z poniedziałku na wtorek.

Niektóre z zagrań podopiecznych Steve’a Kerra do tej pory nie znalazły swojego wytłumaczenia. Ciężko było znaleźć rytm w ofensywie, gdy po parkiecie biega tyle opcji zdolnych trafiać punkty. Na pierwszy rzut oka wydaje się to śmieszne, ale każdy powie Wam, że co za dużo to nie zdrowo… Warriors zaczęli pierwszą połowę z dziewięcioma stratami podając piłkę często do nie istniejącego kolegi.

„Przed nami jeszcze dużo pracy. Nie da się temu zaprzeczyć” [Stephen Curry]

Kibice w Oakland dość niechętnie zostali świadkami career-high w wykonaniu Kawhi Leonarda, który wbił Wojownikom 35 oczek. Już po pierwszym spotkaniu widać brak Andrew Boguta, który należał do elity ligi pod względem walki na obręczy. Przez cały wieczór San Antonio wbijali się bez problemów pod kosz i dźgali Pachulię kolejnymi trafionymi punktami.

Wszyscy z wyjątkiem Duranta (27 punktów) byli poza grą. Nietrafione layupy, trójki z otwartej pozycji – wszystko, co wcześniej było przewagą Golden State dzisiaj w nocy stało się ich koszmarem. Steph Curry wrzucił 26 punktów na 18 rzutów, ale nie reprezentował poziomu godnego MVP.

„Kevin jest świetny, wygląda dobrze w każdej rotacji, z każdą grupą występującą z nim. Ale tutaj nie chodzi o Kevina. Nie chodzi o jednego zawodnika tylko o cały skład, który wychodzi na boisko.” [Steve Kerr]

Porażka Warriors jest idealnym dowodem na to, że „super drużyny” nie zapewnią Ci samych zwycięstw, a sam proces kształtowania gwiazd zajmie jeszcze trochę czasu trenerowi ekipy z Kalifornii.

New York Knicks – Cleveland Cavaliers 117:88
„Dobrze, że to pierwsze spotkanie.” – tak komentował debiut w uniformie Knicks, Derrick Rose. Nowy Jork uległ obrońcom tytułu Cleveland Cavaliers 117-88 podczas wtorkowego otwarcia, ale szkoleniowiec Jeff Hornacek dostrzegł kilka pozytywów w występie Rose’a.

„Miał tę dynamikę. Musi teraz tylko zrozumieć to, co chcemy zrobić w danym momencie na parkiecie, a na pewno odegra wielką rolę w zespole i pomoże nam wygrywać.” [Jeff Hornacek]

Rose zanotował 17 oczek na skuteczności 7/17 w 29 minut spędzonych na boisku. Dość pozytywnie, jak na amatora w systemie triangle offense wyznawanej przez Zen Mastera i kogoś, kto opuścił dwa tygodnie preseason z powodu procesu sądowego w Los Angeles. Carmelo dość skromnie – 19 punktów.

LeBron ze swoim czterdziestym trzecim triple-double w karierze! 19 punktów, 11 zbiórek i 14 asyst przed własną publicznością na pewno dodała smaczku celebracji tytułu w Cleveland. Pomógł mu Kyrie Irving, który dodał do arsenału 29 oczek, 19 w samej trzeciej kwarcie, gdy Cleveland zaliczyli run 20-4. Wyróżnił się także Kevin Love (23 punkty).

Następnym spotkaniem Cavs będzie piątkowy pojedynek w Toronto przeciwko Raptors, z którymi mierzyli się przy okazji finałów konferencji wschodniej.

Utah Jazz – Portland Trail Blazers 104:113
Portland zaczyna sezon od domowego zwycięstwa przeciwko Utah Jazz. Spotkanie rozstrzygnęło się w ostatniej kwarcie, a Blazers po raz szesnasty z rzędu zaliczają „W” podczas otwarcia sezonu w hali Moda Center.

Damien Lillard zapowiedział walkę o MVP i tak też zagrał. 39 punktów zapewniło mu i jego drużynie zwycięstwo w ostatnich momentach czwartej kwarty. Wykorzystane dwa rzuty wolne, a potem trójka dały Portland 7 punktów przewagi, której nie byli w stanie zniwelować Jazz.

CJ dorzucił do worka 25 punktów i odegrał także ważną rolę w udanym debiucie swojego zespołu. Zeszłoroczny Most Improved Player wypowiadał się na temat najważniejszego zagrania meczu, czyli rzucie trzypunktowym na minutę do zakończenia spotkania.

„Jesteście zaskoczeni? Bo ja nie. Od razu widziałem w jego oczach, co się święci.”

Po stronie Jazz solidnie zadebiutował Joe Johnson wbijając 29 oczek, a także Rodney Hood (26 punktów), który dodał do swojego repertuaru monster slama z trzeciej kwarty.

Przewagą Portland był brak kluczowych graczy po stronie Utah. Gordon Hayward pauzuje z powodu złamanego palca, a Derrick Favors grał tylko w jednym przedsezonowym spotkaniem. Gracz ma uszkodzone kolano.

Następnym przystankiem Porland będzie kolejne spotkanie u siebie przeciwko Clippers. To także powtórka z playoffs, identycznie jak w przypadku Cavs.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany