NA CZASIE
    Musisz zainstalować Jetpack plugin i włączyć "Statystyki".

Dzisiaj obszernie o tym, który sam siebie nazywa „najlepszym koszykarzem na ziemi”. Mowa tutaj oczywiście o trzykrotnym mistrzu NBA, który niedzielnej nocy zasłużenie odbierał także statuetkę za MVP Finałów.

LeBron James pokazał w końcu całemu światu co to ciężka praca, poświęcenie i wola zwycięstwa. Pochodzący z Ohio koszykarz obiecał sprowadzenie do domu mistrzostwa i w końcu słowa dotrzymał, a trofeum Larry’ego O’Briena zadedykował całemu Cleveland.

996

Wracając do przeszłości możecie mi wierzyć lub nie, ale w 2010 roku, kiedy James oświadczył na antenie ESPN, że jego talenty przenoszą się na Florydę w sieci natychmiast powstała strona internetowa pod adresem „Ihatelebronjames.com”. Jak się pewnie domyślacie hejterzy mogli tam bez problemów wywodzić się na temat rzekomej zdrady na rzecz Heat i płakać nad upragnionym tytułem mistrzowskim.

Jakby było tego mało na Facebooku utworzono dodatkowo także stronę „LeBron James Haters United”, co w wolnym tłumaczeniu oznaczało „Zjednoczonych hejterów LeBrona”. Fanpage zyskał w przeciągu tygodnia aż 47 tysięcy polubień, a w komentarzach aż wrzało od różnego rodzaju wyzwisk, czy obietnic których James nie wypełniał.

Sam założyciel strony, który do dziś ukrywa swoją tożsamość z wiadomych powodów swoją decyzję tłumaczył krótko: „Strona powstała w 2010, gdy LeBron opuścił Cleveland zapewniając wcześniej, że da im mistrzostwo. To był główny powód tej idei.”

Teraz pomysłodawcy mogą pluć sobie w brodę, bo James dotrzymał obietnicy i to z nawiązką.

Sam stosunek fanów (także tych anty) do samego LBJ’a można porównać wraz z Kobe’em Bryantem, który od początku swojej kariery wzbudzał podobne kontrowersje. Po ogłoszeniu sportowej emerytury Black Mamba zakończył wszystko zgrabną reklamówką Nike. Czujecie ironię?

James podobnie jak reszta szanujących się sportowców nie pozwala sobie na to, aby opinia innych miała jakikolwiek wpływ na jego osiągnięcia na parkiecie. Gwiazdor Cavs co roku przed rozpoczęciem pierwszej rundy playoffs publikuje na swoim Tweeterowym profilu wpis ze znanym już #DarkZeroThirty dając tym samym wszystkim znak, że odłącza się od Internetowego świata i skupia się tylko i wyłącznie na sukcesie w nadchodzących rozgrywkach.

Do dnia dzisiejszego na profilu Jamesa nie znajdziemy żadnego nowego wpisu, a mamy już cztery dni po Game 7. Jeśli śledzicie Brona na Twitterze w oczy rzuca się jednak inna myśl, którą opublikował kilka dni przed startem postseason.

 

 

 


Finały NBA to dla LeBrona bez wątpienia coś wyjątkowego, ale nie nowego. Występował w nich przez sześć ostatnich sezonów, siedem razy w swojej dotychczasowej 13-letniej karierze. Czuje się w finałowych zmaganiach sezonu jak przysłowiowa ryba w wodzie. NBA i komisarz Adam Silver powinni poważnie pomyśleć o zmianie nazwy „Finałów NBA” na „Finały z udziałem LeBrona Jamesa”.

Oprócz mistrzowskich pierścieni do swojej kolekcji LBJ dorzucił także trzy statuetki MVP Finałów, 4 za sezon regularny, a także 12 występów w znanym i cenionym wszystkim All-Star Game. ESPN stawia Kawalerzystę na trzecim miejscu graczy wszech czasów wyróżniając Jamesa za łatwość w zdobywaniu punktów, kontrolę na tablicach i możliwość bronienia na wszystkich pięciu pozycjach jednocześnie. Czyni go to tym samym jednym o ile nie najbardziej uniwersalnym zawodnikiem w historii tego sportu. Zobaczcie, jak prezentują się osiągnięcia MJ’a w tym samym wieku:

ClcVDsJVYAAbLUaDwane Casey komentował sposób gry LeBrona po przegranych dla Toronto finałach konferencji wschodniej w samych superlatywach, a uwierzcie – gość zna się na koszykówce, jak mało kto. „Ciężko jest pokonać zespół, który ma w kontrze najlepszego gracza na ziemi (…) Jest tylko jeden LeBron James i zrobiłby różnicę w każdym możliwym zespole ligi.”

Lepsza okazja na zdobycie tytułu mogła się już nie trafić. W zeszłym roku Finałowe spotkania opuścili Kyrie Irving oraz Kevin Love. W tym roku obaj zdrowi w Game 7. pokazali to, czego od nich wymagano. Kyrie trafiał po koźle, prezentował równy poziom w całej serii i nawet ręka Draymona Greena na jego twarzy nie była w stanie zatrzymać gorącej serii w Oracle Arena. Kevin Love zbierał za to ważne piłki i bronił dostępu do kosza pomagając kilkukrotnie kolegom także na atakowanej tablicy. A pamiętajmy, że na początku finałowego starcia kibice mieli pretensje o porażkę 1-3 głównie właśnie do skrzydłowego z numerem 0.

Na pełne słowa uznania zasługuje też Tristan Thompson. Jego praca pod koszem to być może nie gra efektowna, ale w 100% efektywna. Czwarty pick draftu 2011 miał także pod górkę, kiedy w zeszłym sezonie kwestionowano jego przydatność w zespole i maksymalny kontrakt, na który pracował także bohater artykułu – LeBron James przekonując kolegę do zostania w zespole. Teraz nawet kibice Cavs widzą, że bez Thompsona nie obejdzie się walka na tablicach i zagrania obronne.

5566

Mistrzostwo Cleveland to przede wszystkim drugi oddech dla LeBrona. Nie musi już nic nikomu udowadniać i sukcesy powinny przychodzić mu o wiele łatwiej niż do tej pory. Setkami niesamowitych występów, mnóstwem potu i sercem, ale tak naprawdę niedzielnym spotkaniem James pokazał, że warto zacząć go stawiać w świetle The Greatest Of All Time.

„Koszykówka dała mi wszystko. Dlatego grając nie potrafię oszukiwać. Nie ważne ile spotkań wygram, a ile przegram. To właśnie nie daje mi spać w nocy.”

art_promo

 

 

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany